niedziela, 10 maja 2015
niedziela, 8 marca 2015
DZIĘKUJĘ!
*
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy byli ze mną przez ten rok. Towarzyszyliście mi w tej wspaniałej podróży i nie wiem jak Wam za to dziękować. Opowiadanie "Fear" wiele zmieniło w moim życiu jak i w mojej osobie, dzięki pisaniu tutaj bardzo się rozwinęłam. Ostatnio przeczytałam całe to opowiadanie od samego początku i zauważyłam,że z każdym rozdziałem pisałam coraz lepiej a to wszystko dzięki WAM! To Wy chcieliście abym publikowała, wspieraliście mnie. Komentarzy pojawiało się bardzo mało jednak to nie szkodzi bo wiem,że są osoby, które bardzo chętnie czytają to ff. Jak wiecie postanowiłam pisać kolejną część "Fear" i mam nadzieję,że również będziecie tam ze mną. Nie zapomnijcie,że piszę dla WAS! Gdyby nie Wy nie byłoby mnie tu teraz, nie odważyłabym się znów publikować po tak długiej przerwie. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję, jesteście najwspanialsi. Kocham Was!
- Weronika "Shawty" xoxo
28
*Emily's Pov*
Nadszedł długo wyczekiwany dzień w życiu mojego ojca, bankiet na którym ma zostać oficjalnie uhonorowany. Jestem z niego bardzo dumna ale przez te wszystkie lata poświęcał się praktycznie tylko pracy więc straciliśmy wiele wspólnych chwil do bycia razem. Nie mam ochoty iść na ten bankiet ale zrobię to tylko dla taty, ponieważ wiem,że bardzo chcę abym tam była. Z Justinem już nie rozmawiałam na ten temat i nawet nie wiem co planuje. Mam nadzieje,że to nic głupiego. Poprawiłam kosmyki włosów wystające z mojego koka i uśmiechnęłam się na swój widok. Kate pomogła wybrać mi piękną, białą sukienkę, która jest idealnie dopasowana do mojego ciała.
- Pięknie wyglądasz, Emi.- Mruknął tata patrząc na mnie z uśmiechem. Spojrzałam na mężczyznę w lustrze i posłałam mu uśmiech.
- Dziękuję, tato. - Ojciec skinął głową wyciągając dłonie z kieszeni swoich spodni i podrapał się po brodzie.
- Wychodzimy za pięć minut. - Gdy mężczyzna wyszedł z pokoju usłyszałam dźwięk mojego telefonu, gdy tylko sięgnęłam po niego do mojej torebki i odczytałam smsa na moją twarz wkradł się uśmiech.
"Nie ważne co się stanie, będę przy Tobie, maleńka."
Schowałam komórkę do kopertówki a następnie wyszłam z pokoju gasząc światła. Droga na bankiet minęła bardzo szybko, ponieważ impreza odbywa się kilka przecznic dalej. Przez całą podróż czułam wewnątrz pewien niepokój, miałam przeczucie jakby miało stać się coś złego. Gdy tylko wysiadłam z samochodu zaczęłam się rozglądać za Justinem, jednak nigdzie go nie było.Westchnęłam cicho poprawiając materiał sukienki i ruszyłam za ojcem w stronę wejścia.
* Justin's POV*
Wysiadłem z samochodu poprawiając marynarkę i rozejrzałem się oblizując wargi. Kręciło się tu pełno sportowych samochodów i napakowanych kolesi w drogich garniturach. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na Tylera, który stał opart o maskę samochodu rozglądając się. Nie mam nic przeciwko sportowym autom i drogim błyskotkom jednak nienawidzę gdy ktoś chwali się tym, zwłaszcza przed osobami, które mogą pomarzyć tylko o takich rzeczach.
- Jesteście gotowi? Miejce oczy dookoła głowy, jeśli zauważycie coś podejrzanego od razu macie mi o tym powiedzieć. - Mruknąłem patrząc uważnie na chłopaków, Ci tylko skinęli głowami i ruszyli za mną do wejścia. Podchodząc do drzwi wyjąłem swoje zaproszenie z wewnętrznej kieszeni marynarki i pokazałem je ochroniarzowi. Gdy byłem już w środku moje oczy od razu przeniosły się na piękną Emily, która stała obok stolika z ogromnym bukietem róż a obok niej chłopak, który się do niej przystawiał. Podszedłem powoli do dziewczyny i objąłem ją w tali składając przy tym pocałunek na jej szyi z uśmiechem. Szatynka zachichotała cicho patrząc na mnie przez ramie. Wyjąłem jedną różę z wazonu podając ją Emi z uśmiechem.
- Piękna róża dla najpiękniejszej pani na świecie.- Wychrypiałem do jej ucha, dziewczyna odwróciła się w moją stronę i objęła moją szyje ramionami z uśmiechem patrząc przy tym w moje oczy.
- Tęskniłam. - Złączyłem nasze usta w czułym pocałunku i spojrzałem kątem oka na chłopaka, który odszedł speszony.
- Co to za frajer? - Zaśmiałem się w usta Emily na co ta zachichotała kręcąc głową. Nie lubię gdy jakiś facet kręci się obok mojej pani, mam wtedy ochotę skopać mu dupę. Jestem bardzo zazdrosny jeśli chodzi o Emi, chcę aby każdy wiedział,że jest moja.
- To Paul, bardzo miły. - Pocałowała mnie z uśmiechem na co złapałem jej dłoń i zaprowadziłem na parkiet. Czasem bardzo trudno jest znaleźć we mnie duszę romantyka ale na moją korzyść leciała teraz wolna, miłosna piosenka więc dlaczego miałbym nie skorzystać? Położyłem wolną rękę na biodrze Emily a kciukiem drugiej gładziłem jej dłoń. Dziewczyna oparła głowę o moje ramie poruszając się wolno w rytm muzyki, uśmiechnąłem się pod nosem zanurzając czubek nosa w jej pachnące kwiatami włosy.
- Dzisiaj wyglądasz zjawiskowo, jesteś tutaj najpiękniejsza. - Szepnąłem z uśmiechem, szatynka spojrzała na mnie spod rzęs swoimi niebieskimi oczami i złożyła pocałunek na mojej szczęce.
- Dziękuję Justin, za wszystko. - Mruknęła cicho z uśmiechem prostując się i ujęła moją twarz w dłonie po czym złączyła nasze czoła. Dzięki szpilkom, które ma dziś na sobie jest nieco wyższa więc zrobiła to z łatwością. Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy i złączyłem nasze usta. Całowaliśmy się aż utwór dobiegł końca, oderwaliśmy się od siebie zdyszani a na naszych twarzach pojawił się szeroki uśmiech. Podniosłem wzrok i spojrzałem na Parkera stojącego na balkonie, który kiwnął głową patrząc na mnie. Na sali jest pełno moich chłopaków i mojego nowego wspólnika. Jesteśmy doskonale przygotowani na wizytę Luke'a, mamy świetny plan, który nie może się nie udać. Westchnąłem cicho i spojrzałem na Emi ze smutkiem gładząc jej policzek kciukiem.
- Skarbie musisz być teraz bardzo uważna i gdy dam Ci znać musisz pójść z Tylerem, dobrze? On zabierze Cię w bezpieczne miejsce. - Szatynka kiwnęła głową zagryzając wargę na co pocałowałem ją w czoło a po chwili usłyszałem za sobą głos Toma.
- A Ty co tutaj robisz? Nie zrozumiałeś mojego zakazu. - Warknął zbliżając się i złapał mnie za ramie odciągając od Emily, odwróciłem się w jego stronę zaciskając szczękę i odepchnąłem go lekko marszcząc brwi.
- Zrozumiałem jednak ja nigdzie się nie wybieram. - Syknąłem przez zęby patrząc ze złością na mężczyznę i zacisnąłem pięść. Tom prychnął rozglądając się z cwaniackim uśmiechem.
- Mogę Cię zniszczyć Bieber, rozumiesz? Masz wybór..- Warknął przybliżając się tak,że dzieliło nas tylko kilka centymetrów.
- Albo zostawisz moją córkę w spokoju albo Twoje życie jest skończone i resztę spędzisz za kratkami. Dopilnuje aby było to pudło a zaostrzonym rygorze. - Nagle pomiędzy nami znalazł się Tyler, który patrzył raz na mnie raz na Toma i westchnął ciężko.
- On jest jedyną osobą, która może ją ochronić więc niech pan trochę zluzuje. Nie robią nic złego, kochają się więc dlaczego jest pan tak bardzo przeciwny temu związkowi? Emily przez to cierpi, nie widzi pan? - Spytał marszcząc brwi, mężczyzna westchnął cicho i spojrzał na dziewczynę. Szatynka przełknęła ślinę i zagryzła wargę patrząc na swojego ojca.
- Dzieciaku, Ty nie rozumiesz. Nie wiesz kim on tak naprawdę jest, ja tak. -
- Znam go lepiej niż pan. Justin to najlepszy facet jakiego w życiu poznałem, nie ma bardziej lojalnej osoby od niego. Jest jak brat, który wskoczyłby za mną w ogień. I ja robię to samo dla niego właśnie w tym momencie. - Przyłożyłem dłoń do serca z uśmiechem patrząc na chłopaka.
- O bracie, to było wzruszające. - Poklepałem bruneta po plecach z uśmiechem i przybiłem z nim żółwika. W pewnym momencie główne drzwi otworzyły się i stanął w nich Luke a obok niego kilku chłopaków z bronią w dłoni. Szatyn spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem i powoli ruszył w moim kierunku rozglądając się przy tym. Spojrzałem na Emily i pocałowałem ja czule po czym kazałem Tylerowi ją stąd zabrać. Nie chcę aby była świadkiem tego wszystkiego, wiem,że przeszła już bardzo wiele ale nie jestem do końca pewny co może się dziś wydarzyć więc wolę nie ryzykować.
- Williams..- Wymamrotał Tom zaciskając szczękę. Luke zaśmiał się głośno podchodząc do nas i pokręcił głową z uśmiechem biorąc ze stołu kieliszek z szampanem po czym napił się.
- Możemy świętować moje zwycięstwo..Swoją drogą Justin, nie sądziłem,że Cię tu spotkam. -
- To koniec Luke. - Mruknąłem zaciskając pięści, chłopak oparł się biodrem o stół i uniósł brwi patrząc na mnie z uśmiechem.
- Masz racje Justin, to twój koniec. Żałuję tylko,że nie mogłem najpierw dostać tej twojej dziuni. - Wymierzyłem chłopakowi mocny cios prosto w szczękę, szatyn zgiął się łapiąc za bolące miejsce i splunął krwią po czym spojrzał na mnie ze złością. Nie minęło nawet kilka sekund a już skoczyliśmy sobie do gardeł. Wszyscy goście stali jak osłupieni przyglądając się całej sytuacji, na sali panowała kompletna cisza przez co słychać było kolejne wymierzone ciosy. Mimo zapełnionego pomieszczenia przez wyszkolonych policjantów żaden z nich nie ruszył się aby zakończyć awanturę, pewnie dlatego,że wokół nich stało kilkunastu chłopaków uzbrojonych w lepsze zabawki od nich.Oni nigdy w życiu na własne oczy nie widzieli takiej broni. Nagle dostałem kolejny, mocny cios w szczękę przez co upadłem na podłogę marszcząc brwi. Skuliłem się zaciskając szczękę podczas gdy Luke zadał mi kilka mocnych ciosów w brzuch i odsunął się dysząc. Po chwili usłyszałem krzyk Emily, powoli podniosłem głowę rozglądając się i zobaczyłem Em szarpiącą się z wysokim mężczyzną,który ciągnął ją w naszym kierunku. Blondyn popchnął ją z uśmiechem w stronę Luke'a i założył ręce na klatce piersiowej. Luke objął dziewczynę ramieniem z uśmiechem i pocałował ja w skroń przystawiając przy tym pistolet do jej głowy. Emi zaczęła szlochać patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
- Błagam Cię nie rób tego. - Wychrypiałem podnosząc się powoli i syknąłem czując ból w całym ciele.
- Zabij mnie ale nie Emily. Ona na to nie zasługuje i nie ma z tym nic wspólnego. To jest sprawa pomiędzy mną a Tobą. - Mruknąłem unosząc dłonie i zacisnąłem szczękę a następnie spojrzałem na dziewczynę najbardziej łagodnym wzrokiem jakim mogłem w tamtej chwili. Emily to najważniejsza osoba w moim życiu i jestem w stanie oddać za nią życie. Gdybym ją stracił mój świat przestałby istnieć. Tak bardzo kocham tą dziewczynę,że jestem w stanie zrobić dla niej wszystko. Nasza miłość jest wyjątkowa i wiem,że przetrwa każda burzę jaka pojawi się na naszej drodze. Dzięki Em chcę się zmienić, chcę stać się dobrym człowiekiem. Robię to wszystko dla niej aby była ze mnie dumna, aby mogła być ze mnie dumna.
- Masz racje Bieber ale jeśli ją zabiję zemsta będzie jeszcze lepsza. - Zaśmiał się przyciągając ją bliżej siebie na co pisnęła a kolejne łzy spływały po jej policzkach. Nagle rozległ się strzał...Ciało Luke'a bezwładnie opadło na ziemie wokół którego po chwili pojawiła się ogromna kałuża krwi. Emily podbiegła do mnie i wtuliła się mocno w moją klatkę piersiową szlochając.
- Shh...- Szepnąłem gładząc jej włosy i spojrzałem na balkon na którym stał jeden z ludzi Parkera i uśmiechnął się pod nosem patrząc na mnie. Jeden z najlepszych strzelców jakich znam, nigdy nie pudłuje. Chłopak szybko pozbierał swoje rzeczy i zniknął tak aby nikt go nie zauważył.
Przytuliłem mocno szatynkę do siebie starając się stać tak aby nie widziała krwi. Spojrzałem na Toma i pocałowałem Emily w czubek głowy gdy tuliła się do mojej piersi.
- Zabierz ją stąd,ja się wszystkim zajmę. - Mruknął mężczyzna patrząc na mnie, kiwnąłem głową biorąc dziewczynę na ręce i ruszyłem z nią w stronę drzwi. Gdy wyszliśmy na zewnątrz spojrzałem na jej zaczerwienioną i lekko spuchniętą twarz, tusz do rzęs był rozmazany a oczy nadal mokre jednak już nie płakała.
- Kocham Cię najbardziej na świecie Emily. - Szepnąłem całując jej czoło i ruszyłem w stronę mojego samochodu.
- Ja Ciebie też, Justin.- Mruknęła cicho tuląc się mocno do mojej klatki piersiowej.
____________________________________
TO KONIEC!!!
A więc to ostatni rozdział Fear...Ten rozdział pisałam bardzo długo ponieważ chciałam aby wyszedł naprawdę dobry i wydaje mi się,że mi się udało. Naprawdę mam łzy w oczach gdy to piszę po tak bardzo zżyłam się z bohaterami i Wami. Ale to nie do końca koniec...już niedługo wracam do Was z drugą częścią Fear w której będzie działo się o wiele więcej!
Ps. Chcecie aby druga część była pisana na tym blogu czy mam założyć nowego?
Proszę odpowiedzcie bo to bardzo ważne! xoxo
czwartek, 19 lutego 2015
27
*Justin's POV*
Przyszedłem do Emily późnym wieczorem. Wszedłem do jej pokoju przez okno tak cicho jak tylko mogłem aby jej ojciec nic nie usłyszał. Ostatnią rzeczą jakiej teraz pragnąłem to konfrontacja z Tomem. Em leżała na swoim łóżku ze słuchawkami w uszach machając głową w rytm muzyki i przeglądając jakiś modowy magazyn. Uśmiechnąłem się na widok dziewczyny w skąpej piżamce i podszedłem do niej powoli kładąc dłoń na jej udzie. Dziewczyna pisnęła z przerażeniem podskakując i złapała się za serce patrząc na mnie po czym pokręciła głową wyciągając słuchawki z uszu. Zaśmiałem się cicho przeczesując włosy palcami i usiadłem na fotelu, który stał w kącie pokoju.
- Myślałam,że kłamałeś mówiąc,że przyjdziesz. - Mruknęła odkładając wszystko na stolik nocny na co westchnąłem przymykając oczy i złapałem się za czubek nosa.
- Czy kiedykolwiek nie zrobiłem tego co obiecałem? Dobra..nie ważne. - Uciszyłem ją gdy otworzyła usta aby coś powiedzieć, wstałem podchodząc do drzwi i zamknąłem je na klucz po czym podszedłem do łóżka i usiadłem na nim patrząc na dziewczynę.
- Przepraszam Emi,że Cię śledziłem ale po prostu bałem się. Bałem się,że coś Ci się stanie. - Wymamrotałem cicho łapiąc kosmyk jej włosów, który owinąłem delikatnie wokół palca. Dziewczyna przysunęła się do mnie i oparła czoło o moje ramie.
- Niedługo bankiet Twojego ojca, musisz mi pomóc zdobyć kilka zaproszeń. - Szepnąłem wtulając nos w jej włosy i zacząłem upajać się jej zapachem. Mój ulubiony kwiatowy zapach, który zawsze na sobie miała. Szatynka spojrzała na mnie spod rzęs marszcząc brwi.
- Proszę Cię nie pytaj, po prostu zrób to dla mnie. - Trąciłem nosem jej zaróżowiony policzek i przejechałem wargami po jej po czym złączyłem nasze usta. Emily podniosła się na kolana kładąc dłoń na moim policzku.
- Zaproszenia są w biurze mojego ojca na komisariacie. - Szepnęła przez pocałunek i polizała moją dolną wargę prosząc o wejście. Uśmiechnąłem się obejmując ją w pasie i rozchyliłem usta pozwalając jej na dominację. Zjechałem dłonią na jej nagie udo i zacisnąłem na nim palce odwzajemniając pocałunki.
- Musimy się tam jakoś dostać. Załatwisz mi jego klucze? Musisz mi pomóc,maleńka. - Oderwałem się od niej i musnąłem delikatnie jej brodę patrząc w te cudownie niebieskie oczy.Dziewczyna kiwnęła niepewnie głową gładząc kciukiem moją skroń i odsunęła się.
- Poczekaj tutaj. -Mruknęła wstając i poprawiła swoje ubranie po czym wyszła z pokoju. Nie było jej dosłownie dwie minuty, gdy wróciła pomachała mi przed twarzą pękiem kluczy jej ojca.
- Dobra dziewczynka. - Oblizałem wargi z uśmiechem wstając i wziąłem od niej klucze podchodząc do okna.
- A Ty gdzie? Idę z Tobą. - Mruknęła marszcząc brwi i założyła jedną z moich bluz. Pokręciłem głową grożąc przy tym palcem i podszedłem bliżej.
- Nigdzie nie idziesz, zostajesz w domu. - Szatynka prychnęła i spróbowała wziąć klucze z mojej dłoni jednak podniosłem rękę tak,że nie mogła ich sięgnąć. Tupnęła nogą jak zdenerwowana pięciolatka na co zaśmiałem się cicho.
- I co? Nie możesz sięgnąć lilipucie? - Zaśmiałem się cicho kręcąc dokoła, wymachując przy tym kluczami. Emily weszła na łóżko marszcząc brwi i skoczyła na moje plecy wyrywając mi klucze na co zakląłem pod nosem upadając z nią na łóżko. Czy zauważyliście już jak bardzo uparta jest ta kobieta? Ona potrafi zabić tylko po to aby postawić na swoim. Nie powiem ale to kolejna rzec, która kręci mnie w tej dziewczynie. Wiem,że odpychałem od siebie Emily zgrywając totalnego dupka ale nie robiłem tego wszystkiego na serio. Kocham Ją ponad życie i to był jedyny sposób aby zapewnić jej bezpieczeństwo.
- Dobra idziesz ze mną...ale jeden głupi ruch i wracasz do domu, zrozumiano? - Em pokiwała głową z uśmiechem obejmując mnie ramionami i nogami od tyłu po czym złożyła soczysty pocałunek na moim policzku na co zachichotałem. Po kilkunastu minutach byliśmy pod komisariatem. Stukałem nerwowo palcami o kierownicę ustalając plan dostania się do środka. To co robię w tym momencie jest bardzo niebezpieczne bo cholera, w budynku do którego mam się włamać siedzi wielu uzbrojonych gliniarzy. Oh...nawet nie myślę o tym co się ze mną stanie gdy mnie złapią.
- Może po prostu podejdziemy od strony tej ciemnej uliczki, tam jest okno od biura taty. Ja wślizgnę się do środka i wyjmę zaproszenia a Ty będziesz stał na czatach? -Emily spojrzała na mnie po chwili i uśmiechnęła się dumnie. Pokręciłem głową z uśmiechem marszcząc brwi i odpaliłem papierosa, którego trzymałem w ustach.
-Nie możemy tak bardzo ryzykować, maleńka. - Dziewczyna wyrzuciła ręce w powietrze przewracając oczami i westchnęła ciężko.
- A masz jakiś inny plan? Jak masz zamiar wdrapać się przez to małe okna? Wybacz ale Ty do najmniejszych nie należysz więc jest większa szansa na to,że Nas złapią a tego nie chcemy. Proszę Cię pozwól mi pomóc...- Jęknęła kładąc dłoń na moim udzie i pogładziła mnie po min. Westchnąłem wyrzucając papierosa przez okno i spojrzałem na nią surowym wzrokiem.
- Coraz bardziej żałuję,że Cię ze sobą zabrałem. - Pisnęła z uśmiechem klaszcząc w dłonie i wysiadła samochodu naciągając rękawy od bluzy i podreptała za mną pod budynek komisariatu.
*Emily's POV*
- Okej, więc tak jak ustaliliśmy. Podnosisz mnie, wchodzę do środka, zabieram to czego potrzebujemy a potem spadamy. - Szepnęłam patrząc na Justina, który kiwał głową znudzony tym,że po raz kolejny musi słuchać tego samo. Jestem perfekcjonistką, nie moja wina,że chcę aby wszystko wyszło bez problemów. Może i to dziwne ale podoba mi się to zakradnie, wkradanie itd. W końcu robię coś zabronionego, coś czego nie mogłabym zrobić nigdy. Do czasu gdy Justin nie pojawił się w moim życiu nawet nie wyszłam z domu bez zgody rodziców. Wiem,że nie powinnam być zadowolona z tego,że znalazłam chłopaka przez którego robię nielegalne rzeczy tak jak włamywanie się na komisariat ale kurde...sami wiecie.
- Justin wyżej...- Szepnęłam próbując podciągnąć się do góry i jęknęłam zrezygnowana opadając. Od jutra zapisuję się na siłownie, nie mogę być takim cieniasem. Jak tak dalej pójdzie to złamię się w pół nosząc tylko torbę na ramieniu. Oblizałam wargi biorąc głęboki wdech i stanęłam na ramionach Justina po czym z całej siły podciągnęłam się i wpadłam do środka biura mojego ojca. Gdy upadałam na podłogę strąciłam nogą stos książek stojących przy ściany co narobiło odrobinę hałasu.
- Kurwa Em, uważaj. - Syknął Justin stojąc pod oknem, przewróciłam oczami siedząc pod ścianę i podeszłam na czworaka do biurka stojącego na przeciwko. W pokoju panowała totalna ciemność a sterta pudeł porozstawianych na około nie ułatwiała mojej pracy. Idąc przed siebie uderzyłam głową o krzesło stojące na przeciwko mnie na co syknęłam siadając na kolanach. Dzięki odrobinie światła z latarni, które wpadało do pomieszczenia ujrzałam zamkniętą szufladę biurka przy której od razu się znalazłam. Miałam przy sobie chyba z pięćdziesiąt kluczy,małe, duże, ze śmiesznymi nakładkami. Tylko do cholery skąd mam wiedzieć, który to klucz? Nerwowo wkładałam każdy klucz do zamka próbując tworzyć nieszczęsną szufladę gdy nagle usłyszałam męski głos pod drzwiami.
- Musze wziąć papiery, które zostawiłem na biurku Toma. - Pisnęłam cicho rozglądając się a następie w panice wlazłam pod biurko kuląc się tak bardzo jak mogłam. Gdy drzwi się otworzyły a do środka wpadło światło z korytarza zacisnęłam dłoń na ustach próbując nie wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Mężczyzna ciężkim krokiem podszedł do biurka i zaczął przeglądać wszystkie papiery leżące na nim, jego stopy były zaledwie kilka centymetrów ode mnie a mój wzrok utkwił tylko na kluczach zwisających z zamka, które lekko kołysały się. Po chwili brunet zrobił krok w tył i odetchnęłam w myślach gdy odchodził jednak ten zatrzymał się a moje serce stanęło w gardle. Przełknęłam ślinę siedząc nieruchomo pod biurkiem i wpatrując się w jego buty, mężczyzna złapał w palce breloczek przy kluczach ojca z uśmiechem a po chwili wyszedł. Słysząc zamykając się drzwi niczym torpeda wyskoczyłam spod biurka zabierając przy tym zaproszenia oraz klucze nie zapominając aby zamknąć biurko. Schowałam wszystko do dużej kieszeni bluzy i wyszłam przez okno wpadając w ramiona Justina.
- Cholera, prawie Cię złapał. - Szepnął obejmując mnie a następnie złapał moją dłoń ciągnąć mnie w stronę samochodu. Wsiadłam do środka i schowałam twarz w dłoniach oddychając ciężko.
- To było okropne. - Wymamrotałam łapiąc się za głowę po czym spojrzałam na Justina na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
__________________________________________
Hejka. Dawno mnie tutaj nie było.... Tęskniłam.. Mam nadzieję,że rozdział Wam się podoba bo mi chyba tak, ahaha. JUSTIN I EM CHYBA ZNÓW SĄ RAZEM YAY ASDFGHJLL.
Teraz mam ferie wiec postaram się dodać następy rozdział w weekend, do następnego! xoxo
KOMENTUJCIE!!!
niedziela, 1 lutego 2015
26
*Justin's POV*
Minął dokładny miesiąc odkąd nie spotykam się z Emily ale to nie znaczy,że odszedłem z jej życia. Każdego dnia sprawdzam czy jest bezpieczna, często przyjeżdżam pod szkołę czy wieczorem pod jej dom. Strasznie mi jej brakuje ale wiem,że postąpiłem słusznie.Ona zasługuje na kogoś lepszego, nie wiem jednak czy zdołam sobie poradzić z tym gdy ona znajdzie kogoś na moje miejsce.
Westchnąłem cicho i potrząsnąłem głową odganiając wszystkie myśli o Emily po czym przejechałem na czerwonym świetle. Z Emi powiązany jest także Luke, jego też dokładnie sprawdzałem, każdy jego kolejny krok, wiem,że coś planuje, jednak dokładnie nie wiem co. Jednak znam osobę, która może znać odpowiedź na to pytanie. Po chwili zatrzymałem się przed starym magazynem, wysiadłem z samochodu rozglądając się i wszedłem do środka oblizując wargi. Urzęduje tu niejaki Parker i jego świta, można ich nazwać kolejnym miastowym gangiem jednak nie robią oni tak dużych problemów jak banda Luke'a. Rozejrzałem się po pustym pomieszczeniu i westchnąłem zrezygnowany kręcąc głową. Może i zwariowałem ale wiem,że oni utrzymują ze sobą dobry kontakt jeśli chodzi o interesy więc Parker może mi pomóc, ponieważ bardzo dużo wie o Luke'u i jego planach. Nagle tylne drzwi otworzyły się a do pomieszczenia wszedł wysoki, dobrze zbudowany brunet a na jego twarzy gościł szeroki, cwaniacki uśmiech.
- Bieber co Cię do mnie sprowadza? - Spytał podchodząc do mnie i potarł swoje dłonie a następnie wyciągnął jedna w moją stronę, westchnąłem cicho chowając dłonie do kieszeni i spojrzałem w bok. Chłopak klasnął w dłonie z uśmiechem i założył je na klatce.
- Niby mam Ci jakoś pomóc tylko do końca nie wiem jak. - Powiedział patrząc na mnie uważnie, spojrzałem na niego żując gumę i oblizałem wargi.
- Chodzi o Luke'a, wiem,że coś kombinuje i chcę się dokładnie dowiedzieć co. -
- A mam Ci to powiedzieć,ponieważ? - Zmarszczył brwi z uśmiechem.
- To jest związane ze mną i z kimś dla mnie naprawdę bliskim. Musisz mi pomóc, to ostatnie wyjście. - Spojrzałem na chłopaka, który zaczął chodzić w kółko zastanawiając się.
- Ach tak...coś mi świta, chodzi o jakąś Twoją nową suczkę, tak? - Zaśmiał się marszcząc brwi na co zacisnąłem pięść robiąc krok w jego stronę a ten podniósł dłonie w geście obronnym.
- Wowow spokojnie panienko. - Mruknął i poklepał mnie po ramieniu abym szedł za nim po czym wyszedł na tyły budynku i usiadł na jednej ze skrzynek odpalając papierosa.
- Powiem Ci to tylko dlatego,że Cię trochę lubię. Za dużo nie wiem, wiem tylko,że planuje jakieś podpalenie czy coś w tym stylu. Majaczył coś, swoją drogą słyszałem,ze ta niunia jest całkiem niezła. - Zaśmiał się zaciągając papierosem na co spojrzałem na niego groźnym wzrokiem.
- Mówił coś o jakiejś wielkiej uroczystości, chyba związanej z jej ojcem..- Podrapał się po skroni marszcząc brwi i wzruszył ramionami. Zmrużyłem oczy myśląc i uderzyłem się w czoło.
- Jej ojciec dostaje jakąś nagrodę za coś tam, będzie duży bankiet. Tom i Emily na pewno tam będą! - Spojrzałem wystraszony na Parkera i oparłem się o jedną z zardzewiałych beczek stojących przy ścianie. -
- Czy Ty mi w tym momencie mówisz,że on próbuje coś zrobił w miejscu gdzie będzie pełno glin? Kompletnie ochujał. - Zaśmiał się głośno kręcąc głową i wypuścił dym patrząc na mnie.
- Pomogę Ci Bieber ale nie myśl,że za darmo. Ja pomogę Tobie a Ty mi, jasne? - Kiwnąłem głową wpatrując się w dal i zacisnąłem szczękę zakładając ręce na piersiach. Parkera znam od bardzo dawna ponieważ kumplował się kiedyś z moim bratem,wbrew pozorom to spoko gość i można mu zaufać. Jednak gdy ktoś zajdzie mu za skórę potrafi się mścić do samego końca ale tak już jest w tym biznesie.
- Dlaczego z nim trzymasz? - Spytał po chwili i spojrzałem na chłopaka mrużąc jedno oko ponieważ słońce padało wprost na moją twarz co uniemożliwiło mi dobre widzenia. Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem i oblizał wargi.
- Jest takie jedno powiedzenie, przyjaciół trzymaj blisko ale wrogów jeszcze bliżej. - Kiwnąłem głową z uśmiechem i westchnąłem cicho. -
-Dlatego Ci pomagam. - Zaśmiał się głośno patrząc na mnie na co uderzyłem go w ramie z uśmiechem. Brunet zeskoczył ze skrzynek i podciągnął swoje spodnie po czym poprawił sterczące kosmyki włosów.
- Przyjedź z chłopakami wieczorem to wszystko omówimy. - Skinąłem głową żegnając się z nim po czym wyciągnąłem telefon z kieszeni sprawdzając godzinę. Emily za dwadzieścia minut kończy lekcje a ja powinienem już być na miejscu. Może to dziwne i lekko przerażające,że ją śledzę ale tylko w taki sposób mogę ją widzieć i sprawdzać czy wszystko porządku. Czuję ulgę gdy widzę,że jest cała i zdrowa i śmieje się spędzając czas z Kate. W tych momentach widzę,że wcale jej mnie nie brakuje ale właśnie do tego dążyłem, nie chciałem aby była ode mnie uzależniona i cierpiała, chociaż ja byłem uzależniony od niej. Zatrzymałem się na parkingu po drugiej stronie szkoły i przymknąłem oczy a gdy usłyszałem niewyraźny dzwonek szybko wyprostowałem się i spojrzałem w stronę wejścia. Tak jak zawsze z zegarkiem w ręku wychodzi ze szkoły o tej samej porze, uśmiechnąłem się widząc ją w sukience w kwiatki, w której wyglądała cholernie uroczo. Jej włosy były rozpuszczone a na twarzy miała szeroki uśmiechem rozmawiając z Kate. Moja mała Emi...
Spuściłem wzrok sprawdzając telefon a gdy znów spojrzałem w jej stronę nigdzie jej nie było na co westchnąłem ciężko uderzając dłonią w kierownicę. W pewnym momencie Emily wsiadła do mojego samochodu, spojrzałem na dziewczynę w szoku i oblizała wargi.
- Dlaczego mnie śledzisz?- Syknęła patrząc na mnie uważnie, odgarnęła kosmyk włosów za ucho i usiadła wygodniej.
- Wiesz to się już robi chore, zrywasz ze mną a potem śledzisz mnie na każdym kroku, siedzisz pod moim domem, pod szkołą, pod kawiarnia....Potrzebujesz pomocy czy jak? - Spytała marszcząc brwi i pokręciła głową wpatrując się w dal. Siedziałem na swoim miejscu z lekko rozchylonymi ustami nie wiedząc co powiedzieć.
- Chciałem sprawdzić czy jesteś bezpieczna, martwiłem się. - Mruknąłem cicho wpatrując się w swoje dłonie i przełknąłem ślinę. Emily spojrzała na mnie z bólem i uderzyła mnie kilkakrotnie w ramie po czym pociągnęła nosem ze łzami w oczach.
- Jak możesz mi to robić? - Spytała cicho łapiąc się za głowę i zaczęła cicho szlochać, spojrzałem na nią ze smutkiem i przyciągnąłem do siebie. Dziewczyna zaczęła się opierać i wyrywać jednak po chwili uspokoiła się tuląc do mnie.
- To wszystko dla Twojego dobra, zaufaj mi. Przez najbliższy czas musisz być bardzo ostrożna, nie chcę aby stała Ci się jakaś krzywda. Pamiętaj,że zawsze jestem obok, dobrze? - Spytałem cicho gładząc ją po jej chudziutkich ramionach i pocałowałem w skroń. Emily wyprostowała się ocierając policzki i przełknęła ślinę patrząc na mnie.
- Co masz na myśli,że muszę być ostrożna? Coś się stanie złego? - Spytała cicho. Pokręciłem głowa i pogładziłem delikatnie jej zaczerwieniony policzek.
- Po prostu bądź ostrożna, później Ci wszystko wytłumaczę a teraz odwiozę Cię. - Mruknąłem cicho odpalając silnik, szatynka kiwnęła głową zapinając pas i oblizała wargi. Nie rozmawialiśmy przez całą drogę, zauważyłem,że Em była bardzo przytłoczona tą całą sytuacja. Gdy zatrzymałem się pod domem złapałem jej dłoń i pocałowałem delikatnie przymykając oczy.
- Justin tęsknie..- Szepnęła ze łzami w oczach i dotknęła mojego policzka pociągając nosem.
-Przyjedziesz wieczorem? - Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się lekko, dziewczyna wysiadła z samochodu i podeszła do drzwi po czym pomachała mi z lekkim uśmiechem wchodząc do środka. Schowałem twarz w dłoniach po czym przeczesałem włosy palcami ciągnąć za ich końce. Przez kilka minut stałem pod domem Toma po czym odpaliłem silnik i pojechałem do siebie a pod wieczór pojechałem z chłopakami do Parkera.
_______________________________
Heja!!!! :)
Mam dla Was przykre wieści, zbliżamy się do końca. Jeszcze kilka rozdziałów i to już koniec Fear.....Nawet nie wiecie jak mi przykro z tego powodu ale..wpadłam na pewien pomysł.
Otóż chciałabym pisać drugą cześć opowiadania, która byłaby bardziej ostra,tragiczna, smutna. Planowałam aby Justin troszkę się zmienił i wskazówka...miał coś wspólnego z Parkerem.
I jak podoba Wam się pomysł? :)
Mam nadzieję,że nowy rozdział Wam się podoba.
Kocham Was!!! xoxo
KOMENTUJCIE!!!!!
sobota, 24 stycznia 2015
25
*Emily's POV*
Nie rozmawiałam z Justinem od kilku dni, próbowałam się z nim skontaktować jednak on jakby celowo nie odbierał ode mnie telefonu. Przez to wszystko czuję się przygnębiona, sytuacja w domu jest bardzo napięta a tato jest na mnie zdecydowanie bardzo zły. Całymi dniami siedzę sama w pokoju ponieważ nie chcę mu w jakiś sposób podpaść. Dzisiaj postanowiłam spotkać się z Justinem, należą mi się jakieś wyjaśnienia w sprawie jego kłótni z moim ojcem. W końcu właśnie od tego momentu ze mną nie rozmawia. Westchnęłam cicho zaciskając dłoń na pasku od torby i zagryzłam wargę idąc w stronę bloku chłopaka, weszłam do środka i szybkim krokiem weszłam na trzecie piętro znajdując się od razu pod drzwiami Justina. Ze środka dobiegała muzyka i głośna rozmowa kilku osób przez co domyśliłam się,że jest w domu. Zapukałam kilkakrotnie i zaczęłam wpatrywać się w ziemie tupiąc nogą gdy nagle przede mną stanęła dobrze znana mi blondynka. Szczerze? Bardzo zdziwiła mnie jej obecność tutaj skoro Justin powiedział,że przestanie się z nią spotykać.
- Jest Justin? - Spytałam cicho i zagryzłam nerwowo wargę, dziewczyna odwróciła się na pięcie kiwając głową na znak abym weszła i ruszyła w stronę salonu poruszając z gracją biodrami. Rozejrzałam się po pomieszczeniu stojąc w nim zaledwie tylko jednym krokiem i spojrzałam na Justina, który wyłonił się zza ściany a na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Nie mogłam powiedzieć tego samego o Justinie, na jego twarzy bardzo dobrze widoczny był grymas.
- Hej. - Mruknął patrząc na mnie i oparł się ramieniem o ścianę patrząc na mnie uważnie.
- Hej. - Powiedziałam cicho patrząc w jego oczy, które w tym momencie były puste. Spuściłam wzrok zakłopotana i pociągnęłam nosem wpatrując się w swoje czarne buty, które były mokre na samych czubkach przez deszcz.
- Chciałam z Tobą porozmawiać, nie odzywałeś się przez kilka dni. Martwiłm się - Wymamrotałam zakładając kosmyk włosów za ucho, chłopak podszedł do mnie łapiąc mnie za łokieć i pociągnął do swojej sypialni. Doskonale wiedziałam,że to jego pokój ponieważ byłam tutaj kilkakrotnie. Nic się tu nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu, kupka nieposkładanych i zakładam,że brudnych ubrań leżała w tym samym miejscu a kilka kubków i miliony papierków leżały na biurku stojącym pod samym oknem.
- O czym chciałaś rozmawiać?-Spytał odrzucając kawałek kołdry na bok i usiadł na skraju łózka patrząc na mnie. Tak bardzo nie potrafiłam rozszyfrować tego człowieka, nie ważne jak bardzo bym się starała nigdy mi się to nie udaje. Jeszcze przed chwilą widziałam,że był niezadowolony a teraz jego twarz jest totalnie bez wyrazu a ciało rozluźnione. Przełknęłam ślinę lustrując chłopaka wzrokiem, jego czerwona, flanelowa koszula była zapięta pod samą szyję a włosy były niestarannie ułożone co dodawało mu większego uroku.
- O nas. - Szepnęłam przysuwając do siebie krzesło, które stało przy biurku i ściągnęłam z jego oparcia białą podkoszulkę po czym usiadłam na nim. Usłyszałam głośne westchnięcie na co zmarszczyłam brwi. I tak właśnie jest w związkach, nigdy nie wiesz co czeka Cię danego dnia. Jednego może być cudownie i romantycznie a następnego możesz zastanawiać się czy istnieje coś takiego jak Twój związek.
- Przepraszam Emily ale zrozumiałem,że to nie ma sensu. Chciałem się do Ciebie zbliżyć, zmienić dla Ciebie ale nic z tego. Nie chcę Cie krzywdzić co nie oznacza,że nie chcę Cie już dłużej chronić. Nadal pragnę odegrać się na Luke'u jednak nasze stosunki muszą się zakończyć. - Powiedział wpatrując się w swoje dłonie, podniosłam wzrok marszcząc brwi a do moich oczu napłynęły łzy. Nie dowierzałam w to co właśnie usłyszałam, chłopak, który mówił mi kilka dni temu,że jestem dla niego najważniejsza teraz informuje mnie,że to koniec bo to nie ma sensu. Moje serce w jednej chwili złamało się na miliony kawałków, tego właśnie się bałam, stracić po raz kolejny jedną z najważniejszych osób w życiu.
- Ale...ale jak to? - Spytałam cicho patrząc na Justina niedowierzaniem a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Szatyn wstał wzdychając wzdychając i przeczesał swoje włosy palcami kręcąc głową.
- Emily im mniej wyjaśnień dostaniesz tym mniej będzie Cię to boleć a ja nie chcę aby Cię to bolało, nie chcę abyś cierpiała przeze mnie... - I właśnie w tym momencie coś we mnie pękło, wstałam z krzesła a łzy leciały po moich policzkach po czym rzuciłam się na chłopaka uderzając pięściami w jego klatkę piersiową.Wszystkie mięśnie na jego ciele napięły się, Justin złapał mnie za nadgarstki patrząc na mnie uważnie Nasze czoła i przełknął ślinę.
- Nie chcę Cię krzywdzić księżniczko. - Szepnąłem patrząc w moje oczy na co pokręciła głową szlochając.
- Gdybyś tego nie chciał nie zostawiłbyś mnie tak na pastwę losu a właśnie to zrobiłeś. - W jego oczach ujrzałam ból, dostrzegłam,że zmagał się z tym wszystkim jednak to nie usprawiedliwia jego zachowania. Chłopak puścił moje nadgarstki odsuwając się i zacisnął szczękę.
- Powinnaś już iść. - Mruknął a jego twarz znów nabrała kamiennego wyrazu.
- Ale ja Cię kocham, nie możesz tak po prostu mnie zostawić, po tym wszystkim co było między nami. - Wyszlochałam.
- Nie rozumiesz,że to wszystko nie ma sensu? Nie mamy przyszłości, to się nie uda, Emily. Jesteśmy z dwóch kompletnie innych światów. Musisz znaleźć kogoś innego, nie jestem odpowiednim partnerem. Jestem tylko dobry na chwilę, nie na całe życie. - Krzyknął marszcząc brwi i złapał się za włosy podchodząc do ściany i uderzył w nią dłonią.
- To nie prawda Justin, wiesz o tym bardzo dobrze. - Szepnęłam kręcąc głową a kolejne łzy spłynęły po moich policzkach.
- Idź już proszę i zapomnij o mnie, tak będzie najlepiej. - Kolejny raz pokręciłam głową zaciskając przy tym wargi i przybliżyłam się do chłopaka, byliśmy od siebie zaledwie kilka centymetrów, czułam jego zapach, który tak bardzo kochałam.
- Odejdę tylko wtedy gdy powiesz,ze mnie nie kochasz. - Syknęłam przez zęby i otarłam policzek czekając na odpowiedź. Justin oparł się dłońmi o ścianę i spuścił głowę przymykając powieki a po chwili wypuścił powietrze.
- Idź już. - Mruknął oschle podnosząc wzrok i odwrócił się w moją stronę chowając dłonie do kieszeni. Spuściłam głowę wpatrując się ze smutkiem w podłogę po czym wzięłam swoją torbę i wyszłam bez słowa z mieszkania Justina. Miłość jest podstępna i nie można jej ufać, z jednej strony pragnie ona naszego szczęścia ale częściej Nas krzywdzi. Jako mała dziewczynka marzyłam o księciu z bajki, który przyjedzie na swoim koniu i zabierze mnie w magiczne miejsce gdzie będziemy szczęśliwi. Do tej pory wydawało mi się,że poznałam swojego księcia, może nie był on taki jak opisywali go w książkach ale był mój, jedyny i wyjątkowy a teraz to wszystko straciłam. Byłam głupia myśląc,że chłopak taki jak on pragnie takiej dziewczyny jak ja. Teraz rozumiem,że to co mówił tato było prawdą. Justin potrzebuje kobiety do łózka a nie wybranki serca.
Gdy wyszłam z budynku rzuciłam swoją torbę na ziemię i kopnęłam ja krzycząc z frustracji po czym usiadłam na betonowych schodach chowając twarz w dłonie i zaczęłam szlochać.
_________________________________________
WITAJCIE!!!!!!!!
Znów długo mnie tutaj nie było ale już wytłumaczę dlaczego. Tego rozdziału nie dodawałam celowo, jednak muszę przyznać,że było to bardzo trudne. Gdy publikuję często, komentarzy jest coraz mniej co nie za bardzo mi odpowiada ponieważ nie wiem co mogę zmienić w tym opowiadaniu czy co nowego do niego wnieść, przez to,że nie otrzymuję Waszych opinii nie wiem czy to opowiadanie Wam się podoba. Statystyki tak naprawdę nic mi nie mówią bo odwiedzenie bloga a przeczytanie jego zawartości to co innego. Nie chcę abyście zrozumieli mnie źle, kocham Was ponad wszystko i jesteście najlepszymi czytelnikami jednak potrzebuje Waszych komentarzy do tego aby wiedzieć czy mam dalej pisać!!!!!!!!!!!
Tak więc postanowiłam dodać rozdział dopiero wtedy gdy będzie 30k wejść na bloga, za co serdecznie dziękuję bo to dla mnie ogromne osiągniecie.
+
Wpadłam na pomysł o założeniu twittera na którym informowałabym Was o nowych rozdziałach więc jeśli jesteście zainteresowani to podawajcie swoje nazwy w komentarzach! :)
https://twitter.com/yomybizzle
Ma nadzieje,że rozdział Wam się podoba i DO NASTĘPNEGO!! xoxo
czwartek, 1 stycznia 2015
24
*Justin's POV*
Zarzuciłem na siebie byle jakie ciuchy i nie minęło nawet pół godziny gdy stałem dobijając się do drzwi Emily. W dłoni ściskałem broń a moje myśli przepełniał sam gniew. Ujrzałem Toma stojącego w progu i zacząłem dyszeć ze złości po czym wszedłem do środka popychając przy tym mężczyznę na ścianę.
-Nie możesz mi jej tak po prostu zabrać, rozumiesz?- Krzyknąłem rozwścieczony i rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu Emily, jednak nigdzie jej nie było.
- A właśnie,że mogę. To jest moja córka a my mieliśmy umowę. - Warknął Tom popychając mnie w stronę drzwi jednak stałem twardo na nogach patrząc uważnie na ojca Em.
- Mam w dupie tą Twoją umowę, przyszedłem po Emily czy Ci się to podoba czy nie. - Mężczyzna zaczął się śmiać na co zmarszczyłem brwi zakładając ręce na piersiach. Może i mieliśmy umowę ale była ona tylko ważna na początku, teraz ona się nie liczy. To tylko słowa rzucone na wiatr.
-Ty myślisz,że oddam córkę kryminaliście? - Parsknął śmiechem i pokręcił głową na co zacisnąłem szczękę. Tom zaczął chodzić w kółko śmiejąc się i podrapał się po skroni po czym przystanął rozkładając ręce.
-Może i mieliście jakiś tam mały romansik w czasie gdy mnie nie było ale Emily nigdy nie będzie z takim jak Ty. Jesteś zwykłym palantem z grubą kartoteką, który bawi się kobietami. - Powiedział patrząc na mnie z pogardą na co spojrzałem w bok zaciskając szczękę i zrobiłem krok w stronę mężczyzny a następnie wymierzyłem mu silny cios w szczękę. Tom złapał się za bolące miejsce i zachwiał patrząc na mnie przy tym po czym splunął krwią z uśmiechem.
- Dobry cios Bieber ale to i tak Ci nie pomoże. Możesz mnie zabić, Emi nigdy nie będzie Twoja. Spójrz prawdzie w oczy, co Ty możesz jej zaoferować? Nic. - Ponownie zamierzyłem się na mężczyznę jednak zatrzymałem rękę patrząc na niego z bólem. Otarłem swój nos o rękaw po czym wyszedłem na zewnątrz ze łzami w oczach idąc w stronę samochodu. On ma rację. Jestem zwykłym kryminalistą, który nic jej nie może dać. Nic tak naprawdę nie mam, jestem nikim a Em zasługuje na prawdziwe szczęście. Odjechałem z piskiem opon i zacząłem jechać przed siebie nie zwracając uwagi na czerwone światła i dużą prędkość. Ona jest piękna, inteligenta z ogromnymi ambicjami a ja zwykłym dzieciakiem, bez żadnych predyspozycji i do tego z biednego domu. Nie uszczęśliwię żadnej kobiety a na pewno nie uszczęśliwię Emi będąc takim frajerem. Zatrzymałem się przed sklepem monopolowym rzucając broń na siedzenie obok po czym wysiadłem z samochodu. Wróciłem po chwili z butelką wódki z której upiłem duszkiem kilka dużych łyków. Siedziałem w samochodzie wpatrując się pusto w ulicę a następnie przeniosłem wzrok na pistolet leżący obok mnie. Może dokończyć to co zacząłem, muszę zlikwidować Luke'a, tylko w ten sposób Emi będzie bezpieczna. Przymknąłem oczy robiąc kilka głębokich wdechów po czym odjechałem powoli z parkingu i ruszyłem w kierunku klubu w którym Luke często przesiadywał ze swoimi przydupasami.
Po chwili zatrzymałem się w ciemnej uliczce obserwując wejściu do budynku. Kręciło się tu wiele małolat, które chciały wejść do klubu. Wielu z nich zawsze się udaje ponieważ nie wyglądają one na swój wiek. Najczęściej wyglądają jak małe prostytutki a tym podpitym gnojom się to bardzo podoba. Westchnąłem ciężko wyciągając telefon z kieszeni a następnie napisałem do Trevora aby przyjechał z chłopakami za piętnaście minut. Nie mam zamiaru zrobić tu jakieś wielkiej rozróby bo nie chcę zostać złapany jednak chcę porozmawiać z Luke'em jeśli tylko go zastanę.
Po chwili wszedłem do środka trzymając papierosa w ustach i zaciągnąłem się rozglądając po pomieszczeniu. Klub był cały zatłoczony,w powietrzu unosił się zapach tytoniu pomieszany z alkoholem oraz innymi specyfikami a w tle było słychać jakiś bity. Kiwnąłem głową do znajomego ochroniarza po czym ruszyłem przed siebie poszukując wzrokiem Luke'a. Podszedłem do baru zamawiając piwo gdy nagle ujrzałem blondyna siedzącego ze swoimi kumplami na stałym miejscu. Uśmiechnąłem się pod nosem ściągając kaptur po czym podszedłem do loży w której zasiadali i usiadłem na krześle odwracając je oparciem w swoją stronę.
- Witam panowie. - Mruknąłem z łobuzerskim uśmiechem i napiłem się piwa.
- Dawno się nie widzieliśmy. - Dodałem a wzrok Luke powędrował na mnie ze zdziwieniem. Chłopak uniósł brwi po czym zaśmiał się drapiąc po policzku.
-A Ciebie co do mnie sprowadza Bieber? W końcu zrozumiałeś,że nie warto pracować z tymi debilami tylko ze mną tak jak Twój braciszek? - Zaśmiał się wyciągając z kieszeni papierosa po czym poklepał po udzie dziewczynę, która siedziała obok niego. Blondynka wstała bez słowa i odeszła od stolika przejeżdżając palcem po kolanach kilku chłopaków. Zaśmiałem się pod nosem i upiłem kolejny łyk piwa po czym pokręciłem głową z uśmiechem.
- Mamy pewną sprawę do załatwienia i Ty już wiesz bardzo dobrze jaką. Wiesz...bardzo nie spodobało mi się jak potraktował mnie ojciec Emily po Twoim małym prezencie. - Napiłem się piwa patrząc jak na twarz Luke'a wkrada się łobuzerski uśmiech.Chłopak wzruszył ramionami z uśmiechem i oparł się na łokciach patrząc na mnie po czym westchnął.
- Nie moja wina,że nie potrafisz utrzymać suczki przy sobie. - Spojrzałem na podłogę z uśmiechem i zacisnąłem szczękę po czym rzuciłem na chłopaka przez stół. Chłopacy siedzący obok Nas rzucili się na mnie odciągając mnie od Luke'a a wszystkie oczy w klubie były skierowane w Naszą stronę.
- Zabiję Cię, rozumiesz? - Warknąłem próbując się wyrwać i splunąłem na podłogę marszcząc brwi. Spojrzałem Trevora stojącego obok bruneta,który mnie przytrzymywał po czym uderzył go z całej siły łokciem w twarz dzięki czemu mogłem się uwolnić. Zdarzyło się to czego obawiałem się najbardziej, wybuchła ogromna burda. Każdy zaczął się tłuc nawet bez powodu. Rzuciłem się na blondyna i zacząłem okładać go pięściami gdy nagle poczułem ogromny ból w żebrach. Spojrzałem na bolące miejsce i zauważyłem czerwoną plamę na swojej białej koszulce. Przycisnąłem dłoń do bolącego miejsca podnosząc się z trudem i spojrzałem na dobrze zbudowanego bruneta, który patrzył na mnie z uśmiechem. Zacisnąłem zęby próbując nie zemdleć po czym usiadłem na jednej z kanap uciskając swoją ranę. W pewnym momencie rozległ się strzał sprawiając,że każdy spojrzał w stronę starszego barmana trzymającego strzelbę.
- Spieprzać mi stąd albo każdego powystrzelam!- Warknął przeładowując ponownie broń i rozejrzał się groźnym wzrokiem. Trevor podbiegł do mnie pomagając mi wstać po czym wyszedł ze mną z klubu.
- Trzymasz się,Stary? - Spytał obejmując mnie w pasie i podprowadził do samochodu. Pokiwałem głową przełykając ślinę i podwinąłem swoją koszulkę sykając przy tym z bólu.
- Tyler przyjechał z Wami? - Spytałem oglądając swoją ranę na co chłopak pokręcił przecząco głową. Rana była bardzo głęboka i wylatywała z niej masa krwi przez co robiło mi się słabo na sam jej widok. To nie tak,że boję się krwi ale gdy widzę ją wypływającą z mojego ciała to po prostu mnie to odrzuca. Wypuściłem głośno powietrze podnosząc głowę i rozejrzałem się a po chwili przed oczami miałem tylko ciemność.
_______________________________________
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!!!!!!!
CHCIAŁAM WAM ŻYCZYĆ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU, DUŻO ZDROWIA ORAZ SPEŁNIENIA MARZEŃ!!!!! XOXO
Mam nadzieję,że rozdział Wam się podoba! :)
KOMENTUJCIE!!!!!! xoxo
Subskrybuj:
Posty (Atom)

